Dobiegliśmy do mety. Niedługo fora i blogi popękają w szwach od podsumowań. Spójrzmy i my do tyłu - tak jak ktoś chce, bez sztywnych ram.
Ogólnie trendy nie wpadają zachęcająco. Wszędzie milusio, różowo i puchato, nie da się jednak ukryć, że parę epokowych odkryć przeżyłam.
Victrix, Marescialla, Baume du Doge i Fuel - to te, które spadły jak grom. Skarb - wsączył się niczym jad w ucho Hamletowego tatuśka: skutecznie i z zabójczą precyzją. Molekuły udowodniły, że istnieje druga szansa, by zrobić pierwsze wrażenie. Pod koniec roku spotkało mnie największe zaskoczenie: spodobało mi się Chanel 5 Eau Premiere - w dziwny sposób: jakby odsłaniając kulisy zamieszania, jakie wybuchło wokół Piątki w latach dwudziestych.
Ten rok to także debiut Zina, który toczy się jak tuwimowska lokomotywa. Najpierw powoli, jak żółw ociężale, ale już nabiera rozpędu. A i Wyziewy wzbogaciło kilka głosów :)
Dołączyła: 01 Maj 2007 Posty: 1805 Skąd: z 84 ptaszków
Wysłany: Czw Sty 01, 2009 12:10 am
Nigdy nie miałam zmysłu syntezy, raczej od trzewi analitycznie rozgrzebuję, a i podsumowań nie cierpię - zgodnie z dewizą: "Jaki był rok, każdy widzi".
Ale Duba sapie nad karkiem to muszę:
Osobiste odkrycie (nie tylko tego roku) - Skarb (bo Molekuły i Victrix były chyba w 2007), za wszycie się w moje nerwy i skubanie myśli, że w całym tym zgiełku nie chodzi jedynie, aby ładnie pachnieć, ale że można zapachem pociągnąć całe wieki historii.
Zaobserwowana fascynacja: bardziej ciągnęło mnie ku retrospektywom i ponownemu odkrywaniu zapachów przewąchanych kiedyś i zakopanych, niż do nowości.
Bubel roku - Lutens w Polsce. Dziatew rączki składała i o cudzie nawijała rozglądając się za okazjami poniżej stówy na Allegro.
Wysyp polskich blogów - no, fajnie... itd. że się pisze, ale nie czytam już z wypiekami, z jakimi siadałam do blogu Elve kilka lat temu. Wieje nudą, a ja chcę czytać przekrojówki i szersze myśli, niż - jak zwał tak zwał - recenzje.
Duba mnie ukarze, ale co tam! Dla mnie najważniejsze było w mijającym roku spidowanie Toccaty: szuflady puchną od pomysłów, a dziewczyna nadal mnie (mną?) kręci. Z zina bardzo się cieszę - choć tego jeszcze nie widać, powoli odkopujemy porozpoczynane teksty i golimy pomysły. Dzięki temu, zapachy mają teraz dla mnie postać - że tak brzydko powiem - holistyczną.
A w nowym roku życzę Wam wszystkim umiaru, posługując się pomysłem Mrożka:
Dołączył: 04 Lis 2008 Posty: 262 Skąd: z ust do ust
Wysłany: Czw Sty 01, 2009 4:53 pm
wtrące jeszcze spostrzeżenie tendencji roku 2008 pt."noire"... zapachem nurtu "noire" który zwrócił moją uwagę, nad którym można się zatrzymać to - Creed "Love in Black" -
A mnie się w tym roku, po raz pierwszy w życiu udało samodzielnie wykończyć 2 flaszki
Z nowościami nie jestem na bieżąco, a największym oczarowaniem i odkryciem w tym roku było dla mnie L'Heure Bleue. Oraz cała seria kadzidlana CdG. A także uwielbienie dla Maurice Roucela, no i jego kompozycji też.
Zainteresowały mnie zupełnie inne "składniki", poza ulubionymi kadzidłem, paczulą i przyprawami. I te nowe upodobania bardzo mnie samą zaskoczyły, bo bardzo nad tymi nutami do tej pory wybrzydzałam. Zaczęły mnie bardzo pociągać ambra, irys i tuberoza. I nieśmiało jeszcze lawenda. I szałwia.
Dołączyła: 01 Maj 2007 Posty: 1805 Skąd: z 84 ptaszków
Wysłany: Nie Sty 04, 2009 1:19 pm
Ha! Ja się zastanawiam, czy kiedykolwiek będę w stanie wykończyć flakonik. Biorąc pod uwagę, że kiszę nawet resztki w próbkach - zadanie to może być niewykonalne.
2008 był dla mnie dość radosny finansowo - zaowocowało to przewróceniem się w głowie szarych komórek: wylądowałam z ilością flakonów, która mnie dosłownie przeraziła. Przetrzebiłam kolekcję, sprzedałam nawet te, które lubię, ale niekoniecznie muszę mieć, po detoksie czuję się szczuplejsza!
Teraz wiele spraw mi się przewartościowało, wzmocniły się inne fascynacje, wymagające przerażających nakładów finansowych, zapachowe zakupy wydają się teraz bez znaczenia.
W zeszłym roku zepsuł mi się Dzing! Użyłam raz - i okazał się pumeksiakiem. (musiałam pozbywać się go pumeksem z nadgarstków).
Do najzwyklejszych Sephorowców mnie teraz ciągnie - pewnie też poprzez łatwiejszy obecnie do nich dostęp. Bo jak zwykle do wszystkiego zabieram się od gazulca strony
Ja w tym roku odnotowałam znaczący spadek zużycia Kyoto, dzięki czemu mam jeszcze flakon, ktory kopsnęła mi w Ptaszkach annie. Kończy mi się Avignon, w związku z czym głównie go teraz wącham z flakonu. Poza tym, mimo całkiem sporego zużycia, dno w niczym nie prześwituje.
W tym roku utrwaliło mi się przekonanie, że perfumy nie są bytem swobodnym, a pełnego wymiaru barw nabierają dopiero w kontekście. Nieważne, czy historycznym, muzycznym, czy malarskim. Zapewne poważnie odbije się to na Synestezji. Podobnie jak annie czuję się znużona pojedynczymi recenzjami, ale to z kolei odwzoruje się raczej na zinie. Na szczęście inaczej niż niektóre aktywne kiedyś Forumowiczki z rozmaitych forów nie czuję wypalenia. Pasja spokojnie ewoluuje sobie i z podfruwajkowego beaujolais czy heurigera zmienia się wysokoprocentowy trunek o smaku, który - wiem - nie każdemu przypada do gustu , ale za to skutecznie broni przed nudą.
Ale przetrzebianie kolekcji bez wątpienia mnie czeka...
Mania - czarna (50 ml) i NU edp (30 ml). Ale nie zużyłam ich całych w ciągu tego roku. W tym roku je dopiero wykończyłam.
Ale w ciągu ostatnich miesięcy coraz bardziej frustrowało mnie, że perfumy się tak wolno zużywają i właściwie bez sensu jest ich nakupować nie wiadomo ile, bo potem jest tylko z tym problem. Znaczy dla mnie problem, bo 11 moich flakoników już daje mi się we znaki. W tym temacie - ilościowym i używalnościowym też mi się przewartościowało, stąd postanowienie noworoczne , żeby jednak poprzestać na 3-5 zapachach i poużywać ich aż do obrzydzenia. I w tym właśnie momencie, kiedy najbardziej mi się podobają. Zauważyłam, że upodobania zapachowe to rzecz bardzo ulotna, no i w sumie żałuję, ze nie nacieszyłam sie do woli taką Organza Indecence, kiedy jeszcze mi się bardzo podobała, a wymyśliłam sobie, żeby ją oszczędzać (głupie podejście )
Sprawę ograniczania zakupów komplikuje mi tylko zjawisko wycofywania zapachów ze sprzedaży.
Zaraz po nowym roku mam urodziny i sumowanie przychodzi automatycznie.Obiecuję stępić nieco swoje koziorożcowe rogi
Udało mi się odezwać na P F i nie spłonełam.To już sukces!
Zapachowo;również wykańczam Czarną Manię,zrobię od niej przerwę(na rok?) aż zatęsknie.
W 2008 urzekła mnie księżniczka Amyitis.Ognisty,trzaskający na skórze zapach.Łuczywa palące się w orientalnym ogrodzie.
Spodobała się seria CdG Energy,Portofino,Coral Flower.
Serge Noire prócz nazwy nie zachwycił.Fleur Defendue to zielona pomyłka.
Rozczarowanie; meskie Pi-zbyt babskie a Theorema okazała się piernikiem.To zapachy których wcześniej nie poznałam
Szukam zapachu skórzano oliwkowego.
W 2009 planuję zdobyć Musc Ravageur-10ml,Jaisalmer,Mona..Luxe i Amyitis,Terre Hermes(krzemień!),Piment Brulant i Mure&Musk-15ml.Marzę o ekstrakcie BC i - Mania Black
Mój ulubiony cytat na początek roku"Opowiedz bogu o swoich planach,a on się roześmieje"
Blogi czytam,ulubione to blog Elve,Profumo,blog Sa..,Synestezja plus artukuły Femia,Na własnej skórze i blog o FBI;)Dziekuję za piekne opisy i pozdrawiam zimorodkowo
Ostatnio zmieniony przez Liz Sherman Pon Sty 05, 2009 1:47 pm, w całości zmieniany 2 razy
Dołączyła: 01 Maj 2007 Posty: 1805 Skąd: z 84 ptaszków
Wysłany: Pon Sty 05, 2009 3:31 pm
toccata napisał/a:
Ale nie rozpowiadaj o tym zbyt szeroko, bo stracimy to, co dał nam CZARNY PR
Ty Fałszywko!
Wiecie co? Ja tu od rana płonę, bo Duba, ta od Poprawy Ryjka (PR-u właśnie), każe mi się uśmiechać i minety wkoło robić, bo jak nie - to w podartych spodniach do końca życia będę chodzić i do kumpla w lustrze pukać.
Idę w zaparte, stawiam na uczciwość, ani wcześniej, ani w 2009 dupska publicznie lizać nie będę, by w prywatnych poggaduchach móc sobie poużywać.
Mi jakoś w tym roku bardziej ogólne wnioski się nie wyklarowały, to był raczej rok wielkich powrotów i odkrywania pewnych rzeczy na nowo niż poznawania nowych kompozycji.
Największe i bezkonkurencyjne odkrycie to Black Tourmaline, potem Skarb, Thvndra i odkrycie końca roku: L'eau du Navigateur; najbardziej spektakularne powroty to Gris Clair i Bois Blond.
Największe rozczarowania: Serge Noire, Armani Onde i większość premier mainstreamowych, z którymi naiwnie wiązałam jakieś nadzieje.
Jak zwykle na koniec roku mam opóźnienia w testowaniu nowości, na początek w nadrabianiu zaległości mam wyznaczone Baume du Doge, Jade i oba Lyriki Amouage.
Dołączyła: 01 Maj 2007 Posty: 1805 Skąd: z 84 ptaszków
Wysłany: Wto Sty 13, 2009 2:05 am
kilka dni spóźnienia, ale może zrobię mały przekręt - wszak Angel spodobał mi się już w listopadzie, ale dziś jestem najzwyczajniej w świecie oczarowana: nawet nie przypuszczałam, że tyle w nim lodowatej, niemal kamforowo-ziołowej paczuli!
Dołączyła: 01 Maj 2007 Posty: 1805 Skąd: z 84 ptaszków
Wysłany: Wto Sty 13, 2009 4:21 pm
u mnie jest bardzo świeże - niemal kolońskie! I lodowate. Teraz zrozumiałe stają się dla mnie reklamy.
Ziemistości, piwnicy niet.
Bardzo to wszystko jest "zielne", czekolada gdzieś - na całe szczęście - chowa się pod spód.
Strasznie to wszystko jest dla nie niepojęte - jeszcze 2 miesiące temu upierałabym się, że w Aniele nie czuć paczuli - ja poczułam ją dopiero wtedy w Sephorze. No i jeszcze rok temu zapach wysztywniał mnie z bólem głowy - a to przecież faza nie do przeskoczenia u mnie.
Dołączyła: 01 Maj 2007 Posty: 1805 Skąd: z 84 ptaszków
Wysłany: Pią Sty 23, 2009 4:00 pm
Strasznie mnie to cieszy - to piękny zapach, który drąży przetarte przez L'Artisanowego Wilka ścieżki zapachów-wrażeniowców, eks-centryków, biegających sobie po dalekich orbitach od centrum, które wyznaczone zostało przez "perfumy", dość cielesno-materialistycznie zaciśnięte.
Dołączył: 04 Lis 2008 Posty: 262 Skąd: z ust do ust
Wysłany: Sob Sty 24, 2009 2:42 pm
Hhmm...tak pięknie piszecie o Jade, źe elfi i w ogóle.nie zapamietałam go przy testach, o czymś to świadczy? -nie wiem- mam plan rozczuchrany by mieć wszystkie pachnące kamienie ot tak sobie , zestaw kolorystyczny
Dla mnie prawdziwym hitem roku są nowe pudełka (zwane kartonikami).
Nowe Etro są w takie zapakowane i Secret Obsession i może coś jeszcze. Dla mnie pomysł genialny. Poręczne, wygodne i ładne.
Ja trzymam wszystkie flaszki w pudełeczkach i do szału mnie doprowadza poranne wydobywanie flaszek z tych tekturowych zakładek (Najgorsze jest Nu - plastikowe pudełko, którym się można pociąć i jeszcze jakaś dziwna obręcz).
Mojej mamie kupiłam Secret Obsession i tak się zachwycam tym niemal czarodziejskim podnoszeniem wieczka Bardzo udany pomysł.
Wczoraj wieczorem oglądałam program o budowie stadionu we Wrocławiu.Poważny pan Garnitur powtarzał;dwa dziewięć,dwa jedenaście,dwa dwanaście taki trendy skrót
Stwierdziłam że trzeba uważać na wrocławskich skrzyżowaniach,bo można niespodziewanie dostać kosę prasa
To takie dygresje wrocławskie
Dwa dziewięć to klęska urodzaju,przemysł kosmetyczno-perfumeryjny wypluwa nowości w tempie kosmicznym.Zalew reklam,kuszące nuty i w wielu przypadkach klęska dla nosa,kryzys w uczuciach.
Spełniłam kilka marzeń.Ciekawość pcha wciąż do przodu.Chociaż nie ma tzw gorączki; przeczytam o zapachu i muszę natychmiast go poznać.Daję sobie czas, a często inne zajęcia spychają perfumy na drugi plan.
Przesilenie 09/10 spedziłam w oparach Frapin 1270.Ten zapach potrafi wyciągnąć z podświadomości dawno zapomniane kadry
Kilka życzeń. Frapin 1270,Une Rose 10ml,zastanawiam się nad Straight to Heaven(tak na uspokojenie),Navegar,Hinoki,ekstrakt Feminite du Bois.
Zaciekawił mnie Black Afgano;początkowa nieufność i brak ochoty na testowanie przerodziły się w niechęć i dyskomfort.
Przekonałam się że Nu edp można nosić.Pod warunkiem że temperatura spadnie do - 5 stopni.
Z przyjemnością testowałam Armani Prive Cedre Olimpe,dobry zapach na ciepłe dni,bogów olimpijskich zostawmy w spokoju;) Cedre Olimpe przypomniał o Mirto di Panarea,zużyłam latem kilka próbek i może uda się kupić flakon.Gorzkawo mirtowy,koloński.
Tobacco Vanille Tom Ford uderzył mocno miodowym akordem,nie spodziewałam się miodowego killera,który zasłodzi mnie i zemdli.Przepieknie tytoniowo vaniliowa jest Habanita w końcowych akordach-tego szukałam w TF,a nie miodu kwiatowego.
A*men Pure Malt również zbyt słodko.Jednak zapachy słodkawe,jadalne to chyba nie mój kurs.Szybko mnie nudzą.
Pośród zalewu nowości zaskoczyła mnie Vintage Kate Moss,ot celebrytka bez większych aspiracji a zapach udany.Mało słodki,przewija się lekko pudrowa nuta irysa.Jednak nie skusi żebym oszalała i kupiła
Chcę poznać Aedes i Gallano.
A blogi z tych aktywnych pozostały dwa które podczytuję.Pojawiło się zbyt wiele słów,powtórzeń,przekalkowań.Brak estetyki w połączeniu z bełkotem skutecznie zniechęca.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum